Ktoś kiedyś powiedział, że blues nie rodzi się z picia mleka. A we mnie już nawet blues chyba zamiera. Ratunkiem wielkim dla mnie, że odbiór mam wciąż nienaganny. Coraz lepszy. Coraz głębszy. Bo w pustkę łatwiej wniknąć.
Ciekawe jak bardzo świadomość potrafi się wyginać, naprężać i rozciągać, pozostawiając jednak ci wciąż kilka swoich zakamarków na pierwszym planie. O nich nie zapomnisz, nie możesz przed nimi zamknąć oczu. Im bardziej chcesz się od siebie oderwać, tym bardziej się ze sobą wiążesz. Tak mi się wydaję. Choć pewnie gdzieś, tam, jest miejsce w tej wycieczce, zwane oderwaniem. Kto chciałby je zwiedzić? Ja chyba narazie nie. Mimo że jest ono gdzieś na horyzoncie.
Sen.